środa, 21 stycznia 2015

Rozdział I

Alison Hamilton na pozór prowadziła idealne życie. Miała duży, jednopiętrowy dom z basenem. Chodziła do liceum w rodzinnym mieście, miała wielkie ambicje na przyszłość. Wydaje się, że to jest typowe życie każdej siedemnastolatki. Ale Alison lubiła dobrze się zabawić, od wakacji dwa tysiące czternastego roku co weekend wychodziła gdzieś na mieście z przyjaciółmi, najczęściej na stadion miejski, gdzie pili dużo alkoholu, palili papierosy, często także parę osób jarało trawkę.
Jednak była już połowa grudnia, a dokładniej czwartek. Alison leżała u siebie na łóżku słuchając muzyki i rozmyślając nad planami na weekend. Sprawdziła swój telefon i uśmiechnęła się pod nosem, gdy przeczytała wiadomość od Jasona.

Cześć księżniczko. Jak Ci minął dzień? Mam nadzieję, że jutro zobaczymy się chociaż na pół godziny.

Szybko mu odpisała i rzuciła telefon na szafkę stojącą obok jej łóżka. Ich relacje były skomplikowane, Ali poznała się z nim na imprezie na sali, wpadła mu w oko. W ostateczności wylądowali na pobliskiej altance całując się. Jason zakochał się w niej, ona nie ukrywa, że też coś poczuła, ale nie jest gotowa na poważny związek. Postanowili, że będą się przyjaźnić i zobaczą co czas im przyniesie. Oczywiście nie była  to zupełnie normalna przyjaźń jaka zazwyczaj jest pomiędzy dziewczyną a chłopakiem. Sama nie wiedziała co zrobić z ich relacją, czasem wydaje jej się, że już od dawna jest gotowa, że mogą  spróbować, co jej szkodzi. Jej zależy, jemu zależy, to się może udać. Z rozmyślań wyrwał ją dzwoniący telefon, odebrała nawet nie patrząc kto dzwoni.
- Jest sprawa Alison – rozległ się głos Scotera po drugiej stronie, uśmiechnęła się.
- Słucham?  - odpowiedziała poważnym tonem.
- Sobota. My wszyscy. Impreza.
- Naprawdę?! Zajebiście. A dokładniej kto będzie?
- Około czterdziestu osób, nie potrafię ci teraz wszystkich wymienić, ale sala już jest opłacona, bo to są trochę moje urodziny, trochę urodziny Matty’ego no i trochę nasza wspólna wigilia! – krzyknął. Alison zaśmiała się.
- Nie ma sprawy, o której zaczynamy?
- O dziewiętnastej – uśmiechnęła się szeroko, jeszcze chwilę porozmawiała z jednym ze swoich przyjaciół i po chwili zakończyli rozmowę. Ponownie zaczęła rozmyślać nad jej relacją z Jasonem, może pójście na tę imprezę będzie dla niej pretekstem, aby z nim porozmawiać o nich. W końcu gdy wypije trochę alkoholu.. To na pewno doda jej odwagi. Wzdrygnęła się na dźwięk SMSa.

Zejdź na dół. Jestem przed Twoim domem. Musimy porozmawiać, to pilne.

To był Dan. Spojrzała na zegarek, dochodziła dwudziesta druga. Ubrała bluzę i zmieniła swoje krótkie spodenki na jakieś stare, dziurawe jeansy. Założyła krótką, puchową kurtkę zimową, rękawiczki, po czym po cichu zeszła po schodach. Wyszła z domu i szybko przebiegła przez podwórko, a przy bramce czekał na nią czarnowłosy chłopak w okularach. Uśmiechnęła się, jednak on tego nie odwzajemnił. Wystawił przed siebie paczkę papierosów, Alison wzięła jednego. Włożyła go do ust, odpaliła i zaciągnęła się i szybko wypuściła dym. Poczuła smak mięty na ustach.
- Co się stało? – spytała lekko zaniepokojona. Dan wzruszył ramionami.
- Elena się stała. Jesteśmy razem pół roku, a lepiej się układa tobie i Jasonowi, a nawet nie jesteście razem. Dzwonił do mnie Scoter i rozmawialiśmy na temat imprezy. Ona stwierdziła, że nie idzie, bo jej się nie chce. Nie widziałem się z nią na weekend już od miesiąca, odkąd wyszła ze szpitala. Ja tego dłużej nie zniosę – widać było po nim załamanie. Ali nie wiedziała przez chwilę co odpowiedzieć. Jak można kogoś tak ignorować? Jak można ignorować tak swojego chłopaka? Zaciągnęła się dwa razy i podała jemu papierosa.
- Hej… Jeżeli do świąt to się nie zmieni to przykro mi, ale to nie będzie miało sensu, aby to dłużej ciągnąć. Odnoszę wrażenie, że ona czeka, abyś to Ty z nią zerwał…
- Ja nigdy z nią nie zerwę, co ja bez niej zrobię? Ja sobie nie dam rady. Ja ją tak bardzo kocham. Pomóż mi Ali.
- Zawsze będę ci pomagać, jak tylko będę w stanie. Obiecuję ci to – Dan podał jej końcówkę papierosa, Alison wypaliła go do końca i rzuciła go pod swoje nogi, po czym zdeptała go. – Dasz sobie radę, masz mnie. W zasadzie nie tylko mnie, spójrz ile masz przyjaciół. To jej strata, a jestem pewna, że na imprezie na pewno się pojawi. Nie odpuści takiej okazji.
Dan uśmiechnął się lekko pod nosem, przytulił Alison i odszedł. Ona sama wróciła do domu,  nie mogła się doczekać sobotniej imprezy, rozmyślała co wtedy będzie się działo. Po czym zasnęła.
W sobotę pogoda niezbyt dopisywała. Krople deszczu odbijały się o szybę w aucie, którym jechała Alison. Dochodziła godzina osiemnasta, nie dość że było kompletnie ciemno to pojawiała się mgła.
- O której po ciebie przyjechać ? – spytała mama Ali, gdy zaparkowała przed salą.
- Wrócę rano, zostanę na całą noc tutaj. Dzięki za podwózkę! Cześć! – odpowiedziała, zabrała wszystkie swoje rzeczy i weszła na salę. Isabelle przypominająca japonkę, o pięknych rysach twarzy, usta miała wymalowane czerwoną szminką, czarne włosy sięgały jej do łopatek, miała na sobie piękną biała sukienkę, która miała koronkę na plecach oraz na ramionach. Pomachała Alison i podeszła do niej. Obok od razu pojawiła się Serena, ciemne oczy podkreśliła jak zawsze mocnym makijażem. Założyła piękną rozkloszowaną spódniczkę koloru siwego, do tego cieniutką czarną bluzeczkę. Wszyscy powoli zbierali się na sali i rozpoczynała się impreza. Ali siedząc na krześle przy oknie z niecierpliwością wyczekiwała przyjścia Jasona. I w końcu wszedł, a jej serce zabiło szybciej. Miał na sobie czarną koszulę oraz ciemne jeansy. Swoje brązowe włosy postawił na żel, co robił bardzo rzadko, ale osiągało znakomity efekt. Zaczął się rozglądać po sali, aż w końcu ich spojrzenia spotkały się. Uśmiechnął się. Ali odgarnęła swoje ciemne loki na bok i odeszła od okna.
- To co zaczynamy? – krzyknął Harry po czym uniósł kieliszek z wódką w górę, inni wzięli przykład i także tak zrobili. Wszyscy zaczęli śpiewać sto lat jubilatowi. Po czym wypili.
- Widziałaś to? Popił wódkę piwem.. – szepnął do ucha Alison Jason wskazując na Harry’ego. Alison spojrzała w jego stronę. Wyglądał całkiem normalnie, rozmawiał właśnie z Blair i Jenny, po czym wyszli z sali. Ali wzdrygnęła się. Blair i Jenny były znane z tego, że lubiły ostre imprezy, a konkretniej wciągały narkotyki.. Jeżeli i na tej imprezie znajdzie się amfetamina lub cokolwiek tego rodzaju to nie skończy się dobrze.  Uspakajała samą siebie i trzymała się ciągle Jasona. Ten nie przejmował się faktem, że na imprezie krążą narkotyki tak bardzo jak ona. Po kilku wypitych kieliszkach zaciągnął ją nawet na parkiet, gdzie chwilę potańczyli.
- Chodźmy zapalić – powiedziała. Jason podał jej kurtkę, wziął także swoją i wyszli razem z sali. Poczuła jak on łapie ją za rękę, a po całym ciele przeszły jej dreszcze. Odpaliła papierosa i zaciągnęła się. Jason uniósł brwi do góry.
- Musisz to rzucić – rzekł poważnym tonem. Ali zaśmiała się. Trzymała w papierosa w ręce, gdy on objął jej twarz dłońmi. Odległość między ich ustami dzieliły dosłownie kilka milimetrów. Nagle drzwi od sali otworzyły się z hukiem, a Jason automatycznie opuścił ręce i oddalił swoją twarz. Alison zaczerpnęła głośno powietrza i odwróciła się chcąc zobaczyć kto właśnie przerwał tak ważny dla niej moment. Gdy zobaczyła zapłakaną twarz Ruby cała złość jej przeszła.
- Kochanie, co się stało? – zapytała przytulając ją od razu.
- Ćpają.. Zayn się naćpał. Blair mu dała jedną bombkę w kuchni i to połknął. Nie mogę w to uwierzyć – opowiedziała.
- Żartujesz sobie.. Co za hipokryta! Zawsze mówiłam, że tego nigdy nie spróbuję, a on mi odpowiadał, że mam szczęście, bo gdybym to wzięła to by mi skopał tyłek! – krzyknęła zdenerwowana Ali. Spojrzała się na Jasona, który kręcił głową. – To jest ci obojętne? Przecież to twój przyjaciel!
- Spokojnie Ali. Dziś nie ma sensu z nim rozmawiać. Naćpał się a na domiar złego pewnie wypije dużo alkoholu – odpowiedział w miarę spokojnie. Nie mogła w to uwierzyć. Zawsze tak łatwo można było go doprowadzić do złości, a to tak… tak łagodnie to przyjął, za łagodnie… Na dworze pojawiało się coraz więcej osób. Minęło z trzydzieści minut odkąd Alison wyszła z Jasonem i powoli zaczynała marznąć, a na domiar złego deszcz padał coraz mocniej.
- Harry zaczyna rozrabiać – zakomunikowała Blair, która wyszła na dwór. Alison spojrzała na nią z pogardą. Wtedy poczuła też jak ktoś mocno ją obejmuje od tyłu, poczuła jego perfumy i uśmiechnęła się.
- Elena postara się przyjechać! – krzyknął uradowany Dan podnosząc kciuka do góry. Może jednak ta impreza nie będzie taka zła? Zastanawiała się Ali, w końcu może i oni się naćpali, pewnie stwierdzą, że tutaj jest za nudno i polecą gdzieś do jakiegoś większego miasta na jakieś balety. Dobrze by było. Nawet nie wie jak bardzo się myliła. To co działo się w ciągu kolejnych kilkunastu minut było najgorszymi momentami w jej życiu, nigdy nie będzie w stanie o tym zapomnieć, a oddałaby wszystko, aby ktoś wymazał to z jej pamięci.
Naprzeciwko budynku stało trzech chłopaków. Padało na nich światło z pobliskiej lampy. Już z daleka widać było, że są młodzi. Mieli co najwyżej po piętnaście lat, a jednak każdy z nich w prawej ręce trzymał po butelce piwa.
- Hej, co to za impreza? Można wpaść? Widzę, że macie ładne dziewczyny! – krzyknął jeden z nich i ruszył w stronę sali.
- One są zajęte! – odkrzyknął im Michael wyrzucając papierosa na bok. Ten sam chłopak, który krzyczał podszedł do niego i splunął mu na nogi. Michael natychmiast go popchnął. I tak to wszystko się zaczęło. Ten próbował go uderzyć, jednak Michael schylił się, unikając ciosu. Wtedy stało się najgorsze, z sali wyszedł naćpany Harry, którego rozrywała energia. Nie panował nad tym co robi. Popychał chłopaka, póki nie potknął się na drodze i uderzył głową w krawężnik. Alison trzymała mocno Jasona, który się rwał.
- Błagam cię, nie idź tam. Nie możesz.
- Ale ja nie chcę zrobić im krzywdy, chcę powstrzymać tego ćpuna!
Alison nie wytrzymała i go puściła a sama pobiegła w stronę chłopaka, który uderzył głową w krawężnik. Krew leciała z jego głowy, ale oddychał, choć stracił przytomność. Jason podbiegł do niej.
- Co z nim? – spytał się jej, jednak nie klękając przy niej. Inny chłopacy biegli w stronę Harry’ego chcąc odciągnąć go od drugiego chłopaka, trzeci zniknął z zasięgu wzroku, musiał gdzieś uciec. Harry kopał chłopaka, który leżał nie ruszając się na chodniku. Zaraz.. czy on był już nie przytomny? Przecież on go zabije!
- Muszę go położyć w pozycji bocznej, dam sobie radę, ale niech ktoś do cholery wezwie pogotowie! – krzyknęła  Alison. Podeszły do niej Isabelle i Caroline. Chłopcom udało się odciągnął Harry’ego od biednego chłopaka, który wciąż w ogóle się nie poruszał. – Dam sobie radę dziewczyny, sprawdźcie co z tamtym a ja zrobię swoje.

- O mój boże, on nie oddycha! On chyba nie żyje! – krzyknęła Caroline.  


/ proszę o szczerze opinie na temat rozdziału. Wytykajcie mi błędy, bo chcę wiedzieć co mogę poprawić. Więcej opisów? Więcej dialogów? Więcej akcji? Dłuższe rozdziały a może krótsze? I czy w ogóle wam to się podoba. Dobranoc <3 

4 komentarze:

  1. Super :D
    Długość rozdziałów jest idealna.
    Możesz dać trochę więcej dialogów, ale nie musisz, bo Twoje opisy nie są męczące. Ogólnie to piszesz lekko i ciekawie. Strasznie mi się podoba. Zaobserwuję! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej wiadomości na: http://przepowiedniaalex.blogspot.com/

    PS. Świetny wpis, czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    prosiłaś o opinię więc napiszę, że podoba mi się :)
    Pomysł ciekawy, taki mroczny, jeszcze nie czytałam takich opowiadań, zatem myślę, że będę śledzić Twój blog. Długość rozdziału - jak dla mnie idealnie, na drugi raz może być odrobinę dłuższy, ale to tylko taka sugestia.
    Widziałam jedną literówkę - teraz nie mogę jej znaleźć, oraz na samym końcu trzeba poprawić zdanie:
    Chłopcom udało się odciągnął Harry’ego od biednego chłopaka
    odciągnąć
    Ale to tylko drobne błędy, które zdarzają sie każdemu. Piszesz nieźle, dajesz interesujące opisy, dialogi są również przemyślane, akcja nie dzieje się za szybko ani za wolno, no i pomysł również niebanalny - jestem ciekawa czy bohaterowie wezwą karatkę i policję. Ale żeby się o tym przekonać muszę pewnie poczekać do kolejnego rozdziału. Chyba odpowiedziałam na wszystkie Twoje pytania :)
    Pozdrawiam

    Jeśli masz chęci i czas to zapraszam do mnie:
    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń